„Miłość istnieje nie po to, by dać nam szczęście, ale po to, byśmy mogli sprawdzić, jak silna jest nasza odporność na ból.”

Czy do motywacji należy płacz? Emocje, które są z nim związane? O co chodzi? Czasem płaczemy w ciszy w poduszkę. Tak, żeby nikt nas nie usłyszał, żeby nie było tysiąca pytań: o co chodzi, co się stało, chcesz o tym porozmawiać? Płaczemy cicho, bo te pytanie mogły by nas tylko i wyłącznie dobić. Czasem jednak nasz płacz jest czymś innym. Jest po prostu krzykiem, dojściem do głosu, próbą zauważenia. Co z tego, że niektóre rzeczy mówimy po tysiąc razy, skoro po te tysiąc razy przelatują niezauważone. Wybuchniemy raz. Tak porządnie, słyszy nas cały świat. Był brak zainteresowania, a jest wielki odzew, próba uspokojenia i chwila wysłuchania. Później znów zostajemy sami ze swoimi myślami i kontynuujemy płacz cicho w poduszkę. I co dalej? Niekończąca się historia.
No i zostajemy również w kropce, bo jak to ma nas zmotywować? Gdy się wypłaczemy musimy pamiętać, że następnego dnia wstaje słońce, a to oznacza, że chociaż nic od chwili płaczu się nie zmieniło, to nam będzie lepiej.
Płacz jednak nie rozwiąże naszych problemów, jeśli nie wykrzyczymy czegoś dostatecznie głośno nadal będziemy w tym samym miejscu.
W moich opowiadaniach bardzo często pojawiał się ten temat. Głównie w wersji cichego płaczu w poduszkę, bo tak chciałam, bo tak pasowało, bo tak czułam. Może to było moje wołanie o pomoc przez pisanie tego wszystkiego, kto wie… Jak napisałabym teraz w opowiadaniu? Wydaje mi się, że nadal tak samo. Mając 13 lat, teraz 20 widzę to dokładnie tak samo. Bohater sam w sobie jest uwagą, nie musi krzyczeć. Wszyscy wiedzą, że płacze. Czy z ludźmi jest tak samo? Czy pomimo tego, że płaczę w poduszkę, ktoś o tym wie? Jak to się tytułowało? Ah… przyjaciele. Oni wiedzą. Są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać. Kiedyś wybierałam samotność. Teraz nie wyobrażam sobie nie mieć do kogo powiedzieć, hej płaczę, pomożesz mi coś z tym zrobić? Wiadomo mój anioł nie sprawi, że problem sam się rozwiąże, ale sprawi, że na mojej twarzy znów pojawi się uśmiech. Napędzamy się nawzajem, razem latamy pośród obłoków przemierzając życie, każdego dnia od nowa.

Są takie tematy chociażby płaczu, czy szczęścia, których w żaden sposób nie da się zakończyć. Temat rzeka, o którym można pisać w nieskończoność, a on dalej będzie dostarczał nam nowych przemyśleń.
Płacz nie jest oznaką, że jesteśmy słabi. Jest oznaką, że zbyt długo byliśmy silni. Osoba, która wmawia sobie, że jest szczęśliwa i to, co ma jej wystarcza również kiedyś musi wybuchnąć. Z bezsilności, z braku zrozumienia. Nikt nie mówi, że to jest recepta na wszystkie problemy. Nie. Płacz jest ostatecznością. Jest pokazaniem, że dalej nie damy rady tkwić w życiu, takim jakie jest. I albo uświadamiamy to sobie, albo innym. Co nam z tego? Czasem niewiele. Czy warto? Czasem inaczej się nie da.

Pozdrawiam TheDiize

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *