Żyjemy tak jak śnimy- samotnie.

Joseph Conrad

Jak to w końcu jest z tą całą motywacją? Istnieje czy nie? Ma jakiś związek ze szczęściem. Ciężko powiedzieć. Życie na pewno nie zna takich terminów. Stworzyliśmy je my, ludzie. I musimy z nimi żyć, tak, a nie inaczej. A jak to mówię ja, wszystko jest w Twojej głowie. Bez akceptacji samego siebie dojdziemy donikąd. I będziemy żyć z myślą, że nie byliśmy zdolni do motywacji. Później pojawią się myśli dotyczące braku szczęścia… a później nie wytrzymamy sami ze sobą.
A nawet mając czasem pełne pokłady energii i nie mając osoby, z którą byśmy mogli ją spożytkować, jest ona na nic. Post chyba nie powinien należeć do „działu” motywacja- bo taki nie będzie.
Edit. Post miał się nazywać- samotność świata. Nazwa została zmieniona, to nie świat jest sam.

Od czego zacząć? Zaczyna się od początku. Chyba, że jest się autorem. Co to znaczy zgubić się w życiu? Nie wiedzieć, którą drogą pójść? Czym jest droga? Wyborem, którego nie potrafimy podjąć? Błędem, który popełnimy, czy nagrodą za… no właśnie. Nie ma odpowiedniej definicji ani początku, ani niczego. A wszystko jest bez sensu. Stara ja…
Każdego dnia wstajemy, myjemy się, malujemy, chcemy ładnie wyglądać i dobrze czuć się w swoim ciele. Czy faktycznie tak jest? Ile razy udajemy, że jest dobrze? Ile razy wierzymy, że tak będzie? Za często. Boimy się być sami ze sobą, w pustym pokoju i muzyką odbijającą się od ścian. Kto do nas zadzwoni? Kto za nami zatęskni? Kto nas z tego obudzi…
Coraz więcej pytań i coraz głębsza cisza dookoła. Zapytacie, gdzie ta motywacja. Mówiłam, uciekła w inne posty. Gdzie ta ciesząca się z życia ja? Uciekła do innej krainy i nie wygląda na to, że szybko wróci.
Miało być inaczej, a później życie powiedziało, że nie będzie.
Ile razy pisałam smutne posty? Cały poprzedni blog. Niektórzy się przyzwyczaili, a wierzyłam, że potrafię inaczej. W tle leci moja piosenka, tak. Ta smutna. Wyrywająca kawałek. Kawałek po kawałku. Czego? Duszy.
Jeśli można wyjść z siebie to to jest ten moment. Wyszłam i nie wiem kiedy wrócę.

Co z tego ile się w życiu chce, co z tego gdy mamy plany i marzenia, jak wszystko szlag trafia. Za każdym razem. Przynajmniej w moim przypadku. Przynajmniej dzisiaj tak uważam. Może cały ten stan jutro minie, może zostanie na dłużej. Nikt tego nie wie, a szczególnie ja. Niemogąca pozbierać myśli, wytrzymać sama ze sobą.

Skąpana w blasku słońca- lśnię. Utopiona w muzyce- czuję. Oderwana od świata- marzę. Uśmiechająca się- żyję. Płacząca- jestem. Udająca- zamykam się. Przerażona- walczę.

Jak jutro czegoś nie zrobię dla siebie to zwariuję. I nie. Tu nie chodzi o dodatkową porcję czekolady.
Czy mogę być na siebie wściekła? I tak jestem. Co za różnica.

Aniele
Wróć
Otrzyj mi łzy, przytul
Powiedz, że jest ratunek
Nie odchodź
Zapomnę o tym, co ściągnęło mnie do piekieł
Nie poddam się
Ale bądź
Bo
Bez Ciebie
Nie potrafię już spać, myśleć, marzyć
Oddychać

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *