Utknąłeś w mojej głowie i nie potrafię Cię z niej wyciągnąć. 

Zrobiłabym wszystko, żeby teraz do Ciebie trafić. Może i nie wiem, gdzie jesteś, ale czuje, że niedaleko. Dla Ciebie mogłabym biec w nieskończoność, zawsze przed siebie, gdybym wiedziała, że na końcu tej nieskończoności będziesz na mnie czekać z otwartymi ramionami. Tęsknię, ale słowa i tak nie są w stanie tego wyrazić. Może mam przerażony wzrok, może mam koszmary, ale wszystko znika, gdy znów pojawiasz się Ty.
Chcę Cię przytulić, chociaż nie powinnam, ale gdybym mogła, zrobiłabym to ponownie.

Gdy przyszedłeś pierwszej nocy pomyślałam, że to sen. Zaczęliśmy rozmawiać tak, jak zawsze. Później po prostu się do Ciebie przytuliłam, gdy zrobiłam się śpiąca zwyczajnie zasnęłam. Śniła mi się plaża, a na niej kołyszące się na wietrze palmy. Rano czułam zapach Twoich perfum, unoszący się nad moim łóżkiem, jakbyś naprawdę spał obok mnie. Dzień nie był nadzwyczajny, ale rozmowa z Tobą dodała mi siły, żeby stawić czoła rzeczywistości. Może sama Cię wyczarowałam, żeby dać radę. To było jedyne racjonalne wytłumaczenie. Po prostu chciałam. Kładąc się spać poczułam jedynie zmęczenie, nie wracałam nawet myślami do wydarzeń, a raczej złudzeń sprzed doby. No, ale podświadomość chciała inaczej. Przyszedłeś i tej nocy. Nie myślałam o konsekwencjach, jak tylko się przebudziłam, już się do mnie uśmiechałeś z końca łóżka. Jakby automatycznie przysunęłam się do Ciebie i oparłam głowę na Twoich kolanach. Chyba nie rozmawialiśmy tej nocy, zasnęłam będąc bezpieczną. Rano leżałam dokładnie w miejscu, w którym byłeś. Nawet kołdra była obrócona pod dobrym kątem. Mogłabym powiedzieć, że zaczynałam wariować, ale byłam pewna tego, co dzieje się w nocy. Zaczynałam mylić sen z rzeczywistością, wolałam zasypiać niż coś robić. Przychodziłeś zawsze. Po jakimś czasie wystarczyło, że zamykałam oczy i byłeś. Wyobraźnia zaczęła posuwać się nawet za daleko. Już nie tylko rozmawialiśmy. Zaczynałeś mnie dotykać, a ja coraz bardziej Cię pragnęłam. Będąc z ludźmi ciągle czułam potrzebę bycia przy Tobie. Zdecydowanie wariowałam. Twardo sobie powtarzałam, że w każdym momencie mogę z tym przestać, ale okłamywałam samą siebie. Nie dałabym rady. Nie poradziłabym sobie bez Ciebie. Przestałam gdziekolwiek wychodzić. Wystarczała mi Twoja obecność, a może jej brak? Byłeś, trwałeś. Zaczynałam Cię widzieć, mając otwarte oczy, ale z tym musiałam skończyć, bo zaczynałam odczuwać ból. Spałam po kilkanaście godzin dziennie. Z Tobą mogłam zasnąć na wieczność i to również dało się odczuć. Powinnam już wtedy wziąć się za siebie, ale nie miałam motywacji. Nie chciałam się z Ciebie wyleczyć i można było zgadywać, że to mnie zgubi.
Uśmiechałam się sama do siebie, płakałam w poduszkę, a łzy nie dawały ukojenia. Zaczęłam wracać do ulgi z bólu, ale stało się to nie do zniesienia i już nie chciałam dalej tak trwać.
Czego chciałam? Zwykłych wieczorów pod kocem z dodatkiem gwiazd i lampką wina. Czy to już za dużo? Najwidoczniej. Chciałam osoby, która nie tylko pamiętałaby mój kolor oczu, ale również ulubioną czekoladę. Złamałeś mi serce swoim odejściem. Tego nie chciałam. Wiedziałam, że nie wrócisz. Z Twojego świata nie było już drogi powrotnej, więc chciałam dołączyć do Ciebie.

A w moich oczach było widać już tylko przerażenie. 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *