Mieliście kiedyś taką sytuację, że czytaliście książkę, bardzo Wam się podobała. Ba! Byliście nią oczarowani, a później nadszedł moment nazywany jako zakończenie i czar nagle prysł? I to nie chodzi o to, że po prostu się tego spodziewaliście i dlatego było takie sobie. Bardziej chodzi mi o sytuację, w której zakończenie jest mega beznadziejne… No to przed Wami książka “Beach read”. Napisała ją Emily Henry, zbudowała fajny świat osadzony w świecie rzeczywistym, ta historia mogłaby się dziać nawet obok Was i w tym wszystkim autorka zapomniała o tym, co napisała na przodzie książki czyli “Pisanie romansów nie jest łatwe, kiedy nie wierzy się już w szczęśliwe zakończenia”. Ta książka to romans, owszem, nie lubię romansów, też prawda, jednak takie zdanie mnie przekonało, czy słusznie. Nie… to nadal był romans z cukierkowym zakończeniem.

Ocena (bez zakończenia): 9/10
Ocena (z zakończeniem): 4/10

– Każdy ma swoje problemy, January. Czasem myślenie o czyichś przynosi niemal ulgę.
Beach read

Beach read – historia

Dwójka dorosłych ludzi, których w życiu dzieli przepaść. Ona autorka romansów, on dosłownie gardzi szczęśliwymi zakończeniami. Janie jest spłukana, on ma pieniądze. Ona ma za sobą ciężką przeszłość związaną z rodziną, Gus ma niedokończone sprawy, które mogą rzutować na przyszłość. Ona była w nim zakochana jeszcze w liceum, a on nią gardził.

Co z tego wyniknie? Zgadliście, wakacyjny romans! Przez wakacje będą mieszkać obok siebie, dom w dom, taras w taras, okno w okno. Najpierw starają się ze sobą nie rozmawiać, później nie mogą się od siebie oderwać. Kłócą się i godzą. No i najważniejsze. Zakładają się… zamienią się gatunkami książek. January ma napisać mroczną historię, a Augustus ma wpleść do swojej historii romans i zakończyć ją w szczęśliwy sposób. Czy to się uda?

Przekonajcie się sami.

Nigdy dotąd nie spotkałem kogoś, kto byłby moją tak absolutnie ulubioną osobą.

Przemyślenia

Książka “Beach read” nie była najgorsza, oczywiście, że nie. Jednak była wychwalana na IG jako świetna książka do przeczytania w wakacje, w wolny wieczór, nawet zimą pod kocykiem. Tylko gdyby chociaż jedna recenzja zawierała spoiler (uwaga), że zakończenie jest takie, jak w typowych romansach… to bym po nią nie sięgnęła. Niestety tak to wygląda. Wolałabym mieć złamane serce i krzyczeć na autorkę dlaczego zrobiła tak, a nie inaczej niż mieć takie aha, to by było na tyle.
Szkoda. Naprawdę szkoda.

I wtedy zrobiłam to, co zrobiłaby na moim miejscu każda rozsądna, dorosła kobieta, kiedy staje się twarzą w twarz ze swoim rywalem z czasów studenckich, który nagle okazuje się jej sąsiadem. Dałam nura za najbliższy regał.

Bardzo mi się podobało podejście do tematu, to nie jest jedynie romans bez przesłania. Emily napisała książkę dla ludzi, którym skończyła się wena, motywacja. Jak to pokonać? Dosłownie to znaleźć coś lub kogoś, co będzie nas motywować i napędzać, żeby osiągnąć cel. Czasem to my sami jesteśmy dla siebie przeszkodą, a mając zdrową konkurencję, wszystko może się nam udać dwa razy lepiej i szybciej.

Bohaterowie są dorośli, niestety bohaterka czasem zachowuje się jakby potrzebowała śliniaczka pod buzię. Janie jest napędzana przez Gusa, on napędza ją i wszystko kręci się niczym francuska (czy jakaś tam inna) telenowela. Dlatego przestrzegam niemiłośników romansów, jeśli przekonuje Was zdanie z początku książki “Beach read”, niestety nie dotyczy ono tej książki… 🙂

– Tu nie chodzi o to, co się wydarzyło. Chodzi o to, jak sobie z tym radzisz, o to, kim jesteś. Ty zawsze byłaś tym cholernie oślepiającym blaskiem i nawet w najgorszych chwilach, kiedy czujesz się gniewna i złamana, nadal potrafisz być człowiekiem. Potrafisz mówić ludziom, że… że ich kochasz.

Zapraszam Was do śledzenia mojego konta na Instagramie @thediize, gdzie codziennie dodaję nowe zdjęcia. I jeśli chcecie przeczytać więcej recenzji, które napisałam to śmiało wchodźcie w zakładkę Spis recenzji.

3 komentarze

  1. Faktycznie szkoda, że potencjał na dobrą, wakacyjną historię rozminął się z rzeczywistością… całe szczęście, że na rynku jest jeszcze trochę tytułów, które idealnie sprawdzą się podczas wakacyjnego odpoczynku. A “Wakacyjny Romans” też pewnie znajdzie się w niejednym z nich, więc nic straconego, trzeba szukać dalej. Mimo tego, dzięki za recenzję! ?

Możliwość komentowania została wyłączona.