Jakie to uczucie, gdy ulubieni bohaterowie wracają w kolejnej części wspaniałej historii o wybaczaniu i miłości? To uczucie jest cóż… nie do opisania. Pierwsza część historii, czyli “Don’t love me” zaskoczyła mnie swoją prawdziwością i zakończeniem. “Don’t hate me” była za to wspaniałym środkiem tej trylogii. Lena Kiefer jest wspaniałą pisarką, która z bohaterów książki potrafi zrobić bohaterów życia żyjących obok Ciebie… ich problemy były prawdziwe, tak jak oni, tak jak my.

Ocena: 9/10

Don't hate me

Don’t hate me – historia

Kenzie opuściła Lyall’a. Za kłamstwo. Jednak nie może o nim zapomnieć, cały czas go nienawidząc. Lyall ją dalej kocha, ale przede wszystkim nie potrafi wybaczyć sobie. Ta dwójka jest sobie przeznaczona. Wie to autorka, czytelnik… tylko nie ONI.

Kenzie wróciła do codzienności, ale wtedy właśnie życie podkłada jej pod nos kuszącą ofertę od Theodory Henderson, aby pomóc w zaprojektowaniu kurortu na Korfu. TAK, od tej Theodory. Od mamy Lyalla. Jest zapewniona, że jego tam nie będzie, więc daje się porwać pierwszej myśli i leci na drugi koniec świata podbijać Grecję.

Lyall natomiast nie może się otrząsnąć, dlatego wciągnął się w wir studiów i planuje karierę w rodzinnej firmie klanu Hendersonów. Życie ma dla niego inny plan, a oferta od jego mamy jest nie do odrzucenia.

Tym sposobem Kenzie i Lyall… lądują (w swoich objęciach) na greckiej wyspie, remontując hotel. Czy to cała historia? Nie. Życie ma dla nich o wiele więcej planów.

“Don’t hate me” to uczuciowy ROLLERCOASTER.

Przemyślenia

Kenzie i Lyall są jak ogień i deszcz. Jak Wenus i Mars. Jak naprawdę dwa różne światy. Jednak to właśnie dlatego czytając miałam wrażenie, że są dla siebie stworzeni właśnie jako takie zupełne przeciwieństwa, które się przyciągają. On ją okłamał, a ona potrzebowała mu wybaczyć. Historia… z życia wzięta, czyż nie? Wszystkie wydarzenia pokazują, jak ważne jest żeby walczyć, nie poddawać się, marzyć i iść ku celu. Nawet jeśli chodzi o miłość.

Kenzie jest mądrą, ogarniętą kobietą, która w miłości… zna tylko jedno imię- jego. Lyall choćby bardzo chciał, nie jest w stanie zapomnieć.

Dlatego oni muszą być razem, ale ta część pokazuje, że pomimo wszystko, pomimo wszelkich starań… nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli, albo tak, jak nam się wydaje. Czasem życie daje nam po tyłku (żeby nie napisać gorzej) podwójnie. I tak jest w tej historii, w ich życiu, w tej opowieści.

Jeśli spodziewacie się standardowego zakończenia, olaboga jacy to oni są zakochani, to autorka mocno Was zaskoczy, a na kolejną część będziecie czekać z zapartym tchem.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Jaguar.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.