Trafiliście kiedyś na książkę, o której po przeczytaniu kompletnie nie wiedzieliście co myśleć? Której opis z tyłu zachwyca, ale po przeczytaniu książki macie tylko takie, no spoko, była. A na drugi dzień o niej zapominacie… Taką książką jest “Dziesięć tysięcy drzwi” Alix E. Harrow. Historia przedstawiona z tyłu, zachwyca. Jednak w środku czegoś brakuje. I tym czymś jest magia. Książkę dosłownie przeleciałam wzrokiem. Nie była najgorsza. Po prostu nijaka. I stwierdzam, że ta recenzja będzie bardzo trudna, bo aż nie wiem, do czego się odnieść.

Ocena: 5/10

Mężczyźni tacy jak ja, kiedy cierpią, nie potrafią dostrzec nic z wyjątkiem własnego bólu. Oczy mamy zwrócone do środka, jak gdyby hipnotyzował nas widok naszego złamanego serca.
Dziesięć tysięcy drzwi

Dziesięć tysięcy drzwi – historia

Główna bohaterka January Scaller mieszka u bogatego pana Locke’a, ponieważ jej tata pracuje dla niego i musi wyjeżdżać na niebezpieczne podróże. Dziewczyna czuje się jak eksponat, które “jej właściciel” kolekcjonuje. Jest intrygująca ozdobą jego domu, ze względu na swój kolor skóry, różny od jego. January natrafia na tajemniczą księgę, która zupełnie odmienia jej życie. Okazuje się, że istnieją tajemnicze drzwi, które prowadzą do jeszcze bardziej tajemniczych światów.

Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że te drzwi stanowią odpowiedzi na jej wszystkie pytania, a szczególnie na jedno, czego tak naprawdę szuka jej tata.

Istnieje tylko jeden sposób, by uciec z własnej historii – możemy tego dokonać jedynie, wślizgując się do historii kogoś innego.

Zbyt wiele razy mnie opuszczałeś i w końcu doprowadziłeś do tego, że coś, co dotąd nas łączyło, coś kruchego i bezcennego, pękło.

Przemyślenia

W tym momencie możecie zapytać się i tyle? Tak. Tyle, ponieważ nic więcej nie jestem w stanie dodać. Historia nie jest magiczna, przechodzicie przez drzwi z bohaterką i nie czujecie kompletnie nic. Żadnej magii, która powinna temu towarzyszyć. Drzwi nie są takie tajemnicze, nic w książce nie zaskakuje, nie ma efektu wow, a cała historia ciągnie się przez niezliczoną ilość drzwi. A świat jest tylko jeden.

Z tyłu widnieje informacja, że książka opowiada o niemożliwych podróżach, jasne, ale nie jest to zachwycająca opowieść. O niezapomnianej i nieprzemijającej miłości? Tak, jednak nie w sposób, w który o tym chcemy czytać. To męczy i nie jest wzruszające. O potędze opowieści? Wątpię. Tutaj ważna była księga, a opowieść w niej przedstawiona na początku nie wiadomo czego dotyczyła.

Zmęczyła mnie książka “Dziesięć tysięcy drzwi”. Po niej od razu sięgnęłam po kryminał, bo może za bardzo utknęłam w książkach YA. I wiecie co? Kolejna recenzja jest zdecydowanie lepsza… bo kryminał okazał się strzałem w dziesiątkę.

Nie każdą historię można opowiedzieć. Czasami opowiedzenie jej jest równoznaczne z kradzieżą. Kradniesz wtedy jakąś część jej tajemnicy.

Dlaczego w sumie sięgnęłam po książkę?

Też chciałabym to wiedzieć, bo zachwyciła mnie jej okładka, świetny opis, ta magia, która nas do niej zaprasza. Dostałam mocny kubeł zimnej wody na głowę i to taki, który sam zaczął krzyczeć, co Ty robisz. Chyba czas zmienić gatunek książek, ponieważ… (nieee, żartowałam, kocham YA).

Odkryłem, że życie podlega pewnego rodzaju sile rozpędu- podejmowane przez nas decyzje kumulują się i w końcu dochodzimy do punktu, gdy jest ich zbyt wiele, by się im przeciwstawić.

Zapraszam Was do odwiedzenia mojego Instagrama @thediize, gdzie codziennie pojawiają się nowe zdjęcia oraz pytania do Was.
A jeśli chcecie przeczytać więcej recenzji to zajrzyjcie w zakładkę Spis recenzji, gdzie wszystkie recenzje, które napisałam są posegregowane alfabetycznie.

Jeden komentarz

Możliwość komentowania została wyłączona.