Ostatnio mogliście przeczytać recenzję pierwszej książki świątecznej, którą czytałam czyli Najcenniejszy podarunek Klaudii Bianek. I jest to również pierwsza część książki, której recenzję mam dla Was dzisiaj. Czy dzięki nim pokochałam książki świąteczne? Ani trochę. Co więcej? Wydaje mi się, że nie chcę już takich czytać nigdy więcej. Może coś mi się zmieni, może ktoś poda mi tytuł zajebistej książki, w której czuć klimat Świąt Bożego Narodzenia. Może, kto wie. Jednak po lekturze tych książek stwierdzam, że nie przepadam również za książkami z gatunku książek obyczajowych. Książka, którą napisała Klaudia Bianek, czyli “Gwiazdka pełna życzeń” była… męcząca. Dlaczego?

Ocena: 4/10

Gwiazdka pełna życzeń

Gwiazdka pełna życzeń – historia

Oliwia i Oskar są razem od roku. Ich życie przez ten czas było usłane różami, ale nadchodzą nowe problemy. Wypadek, choroba, kłamstwo, zdrada i powracająca z Anglii matka, która ma tylko dobre wieści to nic dobrego. Jeden plus jest taki, że Baśka dorosła, a tata Oliwii wygrał z nałogiem (czyżby?). Czy pomimo tego, te Święta będą radosne?

Czy to cała historia? Obawiam się, że tak.

Przemyślenia

Zawsze byłam kobietą twardo stąpającą po ziemi. Wiem czego chcę i jak to osiągnąć. Bohaterka, która bierze wszystko do siebie jest dla mnie po prostu wkurzająca. Dodatkowo Oliwia cały rok czekała na swój pierwszy raz. Miała obawy, bała się, była zestresowana. Rozumiem. Aczkolwiek chodzi mi o sposób myślenia. Jaki masz cel w życiu? Dążę do tego, żeby wylądować w łóżku z moim chłopakiem, który cierpliwie na mnie czeka. Wait, ale ja pytam o cel w życiu. No właśnie to jest cel w życiu Oliwii. Wow. Dobrze, że chociaż Oskar chce ją wyciągnąć na studia.

Miłość Oskara i Oliwii to dla mnie rzecz niepojęta. W jednej chwili się całują, spędzają razem każdą wolną chwilę, a w drugiej rozmawiają na temat tego, że się od siebie oddalają. Chwila, ale czemu? Tak za przeproszeniem z dupy… Ja mam tyle lat co oni, mam przyjaciół, znajomych. Każdy jest w innej sytuacji, ale no zachowania tej dwójki nie byłam w stanie zrozumieć. Nawet nie mam ochoty się nad nim zastanawiać.

Książkę “Gwiazdka pełna życzeń” w dużej mierze przeleciałam wzrokiem, bo nic się w niej nie działo. Wiedziałam co się stanie na końcu, więc nie oczekiwałam niczego. No i nic nie dostałam. Szkoda, bo w książce pokładałam naprawdę świąteczne marzenia o jeszcze lepszym poczuciu Świąt.

I może jestem zbyt krytyczna. Jednak chciałam napisać, co myślę.

Wpadnijcie w wolnej chwili na mój Instagram. A za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu We need YA, bardzo żałuję, że mi się nie spodobała.