Wyobraźcie sobie taką historię, dowiadujecie się, że w najbliższym czasie zostanie wydana książka, którą bardzo, ale to bardzo chcecie przeczytać. W ogóle kochacie czytać, a jeśli dzięki tym papierowym kartkom możecie poznawać historie firm, które Was interesują to chyba genialnie? Tak, ale wszystko sprowadza się do jakości napisanej historii. Ja czytałam już o Netflix’ie, Uberze i SNAP Interactive. Czytałam również historię, których recenzje się tutaj nie pojawiły takich firm jak Google, czy Facebook. Teraz miałam okazję przeczytać książkę, którą napisała Sarah Frier “Instagram bez filtra. Historia od środka”. I jest mi ogromnie przykro… Książka mnie rozczarowała i czytałam ją dosłownie i dokładnie dwa tygodnie. Zupełnie porzuciłam czytanie, ponieważ nie chciałam wracać do historii. To jest dopiero szok. W końcu na Instagramie działam UWAGA! od samego jego początku. Zaczęłam pół roku po opublikowaniu tej aplikacji. W takim razie, co było nie tak?

Ocena: 6/10

Instagram bez filtra

Instagram bez filtra – moje odczucia

Od początku, do końca. Historia jest pokazana w sposób prosty i uporządkowany. Jednak to za mało. Książka nie potrafiła mnie wciągnąć, było w niej naprawdę wiele interesujących faktów, dla mnie był to taki powrót do korzeni, kiedy to Ig miał być przede wszystkim serwisem społecznościowym, gdzie można znaleźć przecudowne kadry z dnia codziennego. Naczytałam się natomiast ogromu rzeczy o wyglądzie biura Instagrama w siedzibie już Facebook’a. I chyba właśnie to mnie najbardziej wynudziło. Nie fakty, ale jakiś taki zlepek informacji co i jak. Nawet… przyznam się szczerze, żeby ją skończyć, ominęłam może 50 stron. I wiecie co, one nie były potrzebne. A przynajmniej nie czuję się niedoinformowana.

Żałuję jednak, że byłam już tak zmęczona jej czytaniem, że ominęłam tak naprawdę może i najciekawsze treści dotyczące samego odejścia Systorma od władzy Instagrama. Pomimo, że aplikacja została sprzedana o wiele wcześniej, to całe przejęcie odbyło się niedawno. Historię oczywiście znam z Internetu, ale chyba nie o to chodziło.

Książka ma ponad 415 stron. Nie twierdzę, że jest za długa, twierdzę, że nie potrafi wciągnąć. Nie ma w środku historii, którą chcemy odkryć. Wiemy, że Instagram został sprzedany, na końcu wiemy, że już tak dobitnie, co jest pomiędzy w takim razie? Cała przepychanka Facebooka, Twittera, Snapchata i oczywiście Instagrama. Wszelkie “wały”, które były robione. Procesy, które musiały się odbyć. Wprowadzanie reklam do mediów, kształtowanie się influencerów. I jak tak o tym piszę, to chciałabym o tym czytać. Studiuję marketing i takie rzeczy po prostu bardzo mnie ciekawią. Jednak… ta książka to nie to, czego się spodziewałam.

Instagram – co poszło nie tak

Pracując na Instagramie, każdego dnia widzę jaką stał się on potęgą. Czasem ciężko zgadnąć jak działa aplikacja, czy liczy się liczba obserwatorów, serduszek, hasztagów, zapisów, udostępniania postów? Kiedyś liczyła się fotografia. Teraz to chyba liczy się najmniej. Nawet dobre zdjęcie może zniknąć w tłumie beznadziejnych zdjęć pseudo influencerów.

Jednak pomimo wszystko książka fajnie pokazuje całą drogę Instagrama, jaką musiał przejść, żeby stać się tak światowym medium. W końcu to on wykreował takie słowa jak instagramować, influencer czy chociażby zdjęcia [3:4]. Książka pokazuje jak i kiedy zostały podjęte kluczowe decyzje, które na zawsze zmieniły Instagrama. Zdjęcia na początku były tylko kwadratowe, teraz możecie dodać prostokąt. Kiedyś nie było reklam w serwisie. Teraz jest ich aż za dużo. Jest jednak rzecz, która się nie zmieniła. Od samego początku duża liczba obserwujących oznaczała bonusy dla danej osoby, dzięki możliwości współprac z firmami.

Co bardzo mi się spodobało? W książce “Instagram bez filtra” na początku rozdziałów są zamieszczone genialne cytaty od osób oczywiście z kręgu Instagrama. Robi to bardzo fajny klimat do danego rozdziału. A to się oczywiście chwali.

Zapraszam Was również do sprawdzenia nowości od Wydawnictwa Feeria i bardzo dziękuję im za książkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.