Są takie książki, o których chcemy pamiętać już zawsze, są też takie, o których po prostu szybko zapomnimy. Dlaczego tak się dzieje, że jedne nas czarują, a te drugie rozczarowują? I jak to jest, że niektóre książki są wszędzie wychwalane, a gdy po nie sięgamy okazują się… nijakie? To bardzo trudne pytanie. Każdy czytelnik jest inny, każdy będzie miał swoje zdanie. Ta recenzja jest dla mnie bardzo trudna do napisania ponieważ w Internecie aż roi się od pozytywnych opinii na temat książki “Księgi zapomnianych żyć” Bridget Collins.

Może dlatego tak się na niej zawiodłam, miałam ogromne oczekiwania co do niej. Okazała się być fajna tylko w jednej trzeciej. Cała reszta to ogromne oczekiwanie co będzie dalej, tylko, że niestety… nic nie następuje. I myślę, że to tylko te wygórowane oczekiwania sprawiły, że się w niej nie zakochałam, a jak wiecie kocham zakochiwać się w książkach…

Ocena: 5.5./10

Księgi zapomnianych żyć

Księgi zapomnianych żyć – historia

W książce już w opisie poznajemy świat, w którym książki są zakazane. Czytanie ich stanowi praktycznie zbrodnię. Dlaczego? Książki to prawdziwe wspomnienia ludzi, ich problemy, troski, cały wstyd życia. Dzięki czemu mogą żyć wolni od złych wspomnień. Wszystko funkcjonuje sprawnie, ponieważ o taki porządek dbają Oprawcy. Jednak co w sytuacji, kiedy ktoś zostaje zmuszony do oprawienia? Brutalność świata nie zna granic.

Główny bohater książki “Księgi zapomnianych żyć” to Emmet Farmer. Jest on dobrym i pracowitym synem, jednak staje się coraz słabszy ze względu na gorączkę, która go dopadła. Z pomocą nadchodzi staruszka mieszkająca nieopodal- Seredith, chce aby Emmet odbył u mniej praktyki. Czym zajmuje się “wiedźma”? Oprawia książki. Jednak Emmet nie ma o niczym pojęcia, a dla jego rodziców to jedyna możliwość na zapewnienie mu przyszłości w obecnym stanie.

Historia wciąga, jednak tylko na krótką chwilę. Jest to na pewno niesamowita historia, w której czegoś zabrakło. Znajdziecie w niej zakazaną miłość, lojalność, przyjaźń oraz wielką i magiczną moc wspaniałych książek.

Przemyślenia

Po pierwsze, naprawdę ogromnie liczyłam na tą wielką moc książek, a okazało się, że nigdzie jej nie ma. Szukałam wszędzie, nie kłamię! “Księgi zapomnianych żyć” i historia zakazanej miłości była bardzo przyjemna do czytania, jednak… zakończenie rozczarowało mnie na całej linii. Było takie przewidywalne, spodziewałam się tego od połowy książki. Bardzo, bardzo szkoda. Sam zamysł, sposób pisania nie był zły. Złe było wszystko inne. Okładka czaruje, opis zachęca, książka marketingowo po prostu błyszczała, tylko ktoś zapomniał wsypać brokatu do środka.

Książka jest podzielona na trzy części. Pierwsza część skupia się na wydarzeniach teraźniejszych, poznajemy świat, całe życie bohatera, najważniejsze fakty. Druga część to najlepsze, co przeczytamy. Opowiada o przeszłości (nie powiem kogo), a trzecia część to zmiana narratora. Bardzo udany zabieg, ale to zakończenieee. Nie chcę już nic na jej temat dodawać. Spodziewałam się fajerwerków. Książka “Księgi zapomnianych żyć” to jedynie piękna okładka i idealnie zrobiony marketing.

Kilka słów ode mnie

Ostatnio mam wrażenie, że włączył mi się taki krytyk wszelkich treści. Nie mogę znaleźć książki, którą bym uznała za idealną dla mnie. Przed nami czerwiec, czyli połowa roku. A ja mam wrażenie, że utknęłam gdzieś w lutym/marcu. Pogoda pozostawia wiele do życzenia, a każde spojrzenie przez okno wiąże się z rozczarowaniem. Jednak nie poddaję się i każdego dnia znajduję plusy w życiu. Nawet te malutkie. Nie można być smutaskiem.

Zapraszam Was do śledzenia mojego konta na Instagramie @thediize, gdzie codziennie dodaję nowe zdjęcia. I jeśli chcecie przeczytać więcej recenzji, które napisałam śmiało wchodźcie w zakładkę Spis recenzji.