Wejdźcie do świata “Matrix’a” połączonego z “Incepcją”. Wejdźcie i rozgośćcie się w świecie, który nie jest realny, ale jest prawdziwy. Zapraszam Was na recenzję książki “Vivo”, którą napisał Istvan Vizvary. Takie połącznie Was przekonuje? Kocham te dwa filmy, więc byłam bardzo ciekawa jakie wrażenie zrobi na mnie ta książka. Sama historia i wprowadzenie czytelnika do nowej rzeczywistości i świata vivo było naprawdę ciekawe. Jednak połączenie tak wielu wątków, postaci, domysłów z tak nieznanym światem wprawiało mnie w małe zakłopotanie. Tutaj wszystko ma drugie dno, słowa podtekst, a czyny dwa wymiary. Tutaj nie wszystko jest prawdziwe, może nic nie jest realne, a świat vivo, zaskakuje Was na każdej stronie.

Ocena: 7/10

Co jest prawdziwe, a co urojone? Kim jesteśmy, a kogo jedynie odgrywamy? Czy śmierć jest ostateczną granicą, a jeśli tak, to kto mieszka za nią?
Vivo

Vivo – historia

Wielowątkowość w książce na początku przyprawia o mały zawrót głowy, ale zobaczcie na opis. Czytając go bez numeracji w sumie nie jesteśmy w stanie zrozumieć o czym jest książka “Vivo”, jednak wystarczy nadać temu numerki wątków i świat Vivo nie wydaje się już skomplikowany.

  1. John Lennon ma sto dwadzieścia lat i komponuje piosenki wyłącznie dla bogatej, pięknej i szaleńczo w nim zakochanej kobiety.
  2. Alfred Ulver, psychiatra hochsztapler, utrzymuje się głównie z pracy swojego cyfrowego klona i sesji cochingowych.
  3. Lizę Trommer, skromną krawcową, odwiedza w domu dawno zmarły ojciec, który uciekł z Forever, wirtualnego świata spokojnej starości.
  4. Alskopp, dumny i potężny król smoków Drumloftu, wydał ostatnie tchnienie na londyńskiej Tottenham Court Road.

Znacie to powiedzenie, że uderzenie skrzydeł motyla może zmienić losy świata? A wiecie, że upadek smoka zmienia losy świata, i to diametralnie! Coś co nazywane jest rzeczywistością i światy wirtualne okazują się być połączone znacznie ściślej, niż się to dotąd wydawało i nie są tym, za co je uważano.

Wyobraźcie sobie świat, w którym zmarli wracają zza światów, smoki istnieją, a kiedy Wam się to znudzi możecie wstać z fotela i wrócić do rzeczywistości. Świat vivo to świat zaszczepionych idei, to świat zaprogramowany, to świat, za który chcecie płacić abonament. Jest to nawet taki świat, od którego nie jesteście w stanie się oderwać, jest to świat, do którego chcecie wrócić i który kochacie. Jednak jest to też taki świat, którego nie możecie odróżnić od rzeczywistości.

Przemyślenia

Widać, że książkę “Vivo” napisał programista i matematyk. W żadnym wypadku nie jest to obelga! Po prostu programista jest Bogiem, jak to mówił mój promotor na studiach licencjackich. Kreuje i tworzy coś czego nie ma, coś czego się nie spodziewamy, nie myślimy że tak można. I taki jest świat Vivo- programistyczny do granic możliwości, a przez to niepowtarzalny, zaskakujący i dziwny. Tak, dziwny. Musiałam to napisać. Świat niepojęty dla zwykłego człowieka. Świat, gdzie niewiele rzeczy jest takich, jakimi je znamy. Ten świat jest dziwny, bo nie jest nasz. I przez to chcemy o nim czytać, nie odrywając się ani na moment.

Książka zaskakuje, pochłania czytelnika, ale brakuje w niej silnych emocji, które mogłyby nas prowadzić przez ten świat. Autor wrzucił czytelnika od razu do świata, którego nie rozumiemy i dopiero po jakimś czasie wprowadza nas w całą ideologię tego, co wymyślił. Książka może mieć tyle interpretacji, ile osób ją przeczyta. “Vivo” to książka o technologii, o ludziach, o zachowaniu, przyzwyczajeniach, ale również o tęsknocie.

W takich momentach daję się ponieść wyobraźni, czy autor za kimś na tyle tęsknił, że stworzył świat mogący przywracać zmarłych, czy gdy był mały marzył o istnieniu smoków? Czy jednak to tylko wyobraźnia niezwiązana z życiem…?

Zapraszam Was do śledzenia mojego konta na Instagramie @thediize, gdzie codziennie dodaję nowe zdjęcia. I jeśli chcecie przeczytać więcej recenzji, które napisałam śmiało wchodźcie w zakładkę Spis recenzji.