Co decyduje o tym, czy jakaś książka nam się spodoba? Myślę, że każdy będzie miał swoją definicję i złoty środek na to, ale postaram się napisać kilka uniwersalnych zdań na ten temat. Przede wszystkim ważny jest język, cała historia, ale także bohaterowie, których spotykamy w środku. Książka K. N. Haner pt. “Zapomnij o mnie” jest niezwykle specyficzna właśnie pod tym względem. Przynajmniej ja nie polubiłam jednej z bohaterek. Według mnie kobieta została pokazana jako słaba, nic nie znacząca osoba, która nie potrafi wziąć życia w swoje ręce. Kobieta, która jest dobra tylko w jednym. Jednak zanim skrytykuję ją doszczętnie to zapraszam na recenzję.

Ocena: 5.5/10

Zapomnij o mnie

Każdy z nas musi znaleźć swoją drogę, swój kompas, by iść ścieżką, która prowadzi we właściwym kierunku.

Zapomnij o mnie – tytuł i okładka

Tytuł z treścią łączy się idealnie. O niektórych osobach po prostu trzeba zapomnieć, żeby pójść dalej i przede wszystkim żyć. Jest to swego rodzaju przestroga. Nie każdy los może przeplatać się akurat z naszym życiem i niektóre osoby mogą chcieć, aby zostawić je w spokoju. Fakt faktem oprócz wspaniałego tytułu do zakupu przekonała mnie właśnie okładka.
Kolory są takie “moje”. Róże, fiolety, pyłki. Interpretacja dowolna, ale Marshall ma do wyboru albo światło, albo rozpad na tysiąc kawałków. Co wybierze?
Zastanawiająca jest również postać widziana z tyłu. Wszystko utrzymane w świetnej kolorystyce.

Nie wierzyłem w cuda, bo nawet jeśli się przydarzały, to nie mnie.

Zapomnij o mnie – historia

Marshall to dorosły mężczyzna, który równie dobrze mógłby mieć 18 lat. Jest typem “bad guy”, ma burzliwą przeszłość i brak planów na przyszłość. Jak na 28 lat to słabo, prawda? Shall wyjeżdża do Nowego Jorku, aby odciąć się od wszystkiego i wszystkich, a przede wszystkim od rodziców. Jego ojciec uważa go za mordercę, a matka nie ma nic do gadania. W poszukiwaniu lepszego życia udaje mu się znaleźć mieszkanie do wynajęcia z rodzeństwem Sarą i Mattem. Dodatkowo znajduje pracę w straży pożarnej jako sprzątacz. Zawsze to jakiś początek.

Młodziutka Sara od razu wskakuje mu do łóżka i nie może się od niego oderwać. Para nawet się w sobie zakochuje. Do czasu, gdy nie okazuje się, że znajomość jest toksyczna, a płomień, który ich napędza. Dosłownie ich spala. Marshall odkrywa sekret Sary i za wszelką cenę stara się jej pomóc. Jednak są takie sytuacje, w których dosłownie nic nie da się zrobić. Szczególnie wtedy, gdy ktoś wcale tej pomocy nie chce i wręcz ją odrzuca.

Marshall i Sara przeplatają się w swoim życiu. Schodzą i rozchodzą, do czasu gdy w życiu głównego bohatera pojawia się jeszcze ktoś.
Później pojawiają się ważne decyzje, które trzeba podjąć i rozważyć każdą z dostępnych opcji. Jednak okazuje się, że miłość czasem to tylko trucizna.

Nikt nas nie widział. Nie słyszał. Nikt o nas nie wiedział. Byliśmy tylko my na tym dachu naszego świata.

Przemyślenia

Książka byłaby dobra, gdyby nie fatalność kobiet, która została w niej pokazana. Kobieta jest słaba, bezbronna, w akcie przemocy nic nie może zrobić i jest pod panowaniem swojego oprawcy. To bardzo zła perspektywa, która nie daje nadziei. Nie ma żadnej silnej kobiety w książce. ŻADNEJ, a pisała ją kobieta. Książka “Zapomnij o mnie” pokazuje, że każda kobieta na pierwszej randce “daje dupy”, a każdy mężczyzna może zrobić z nią co chce.

Sara boi się przyznać do tego, co dzieje się w jej życiu. Marshall pomimo, że wie o wszystkim też nigdzie tego nie zgłasza. Czemu? Czemu nigdzie nie ma pokazania co w takiej sytuacji. Jasne, książki nie zawsze są dobre, ale zakończenie pokazuje jedną z najgorszych opcji wyjścia z takiej sytuacji. Może chociaż na końcu w posłowiu można było podać telefony alarmowe. Cokolwiek.

Książka, gdyby nie to jest dobra, ale właśnie TO przysłania wszelkie plusy. Kobiety są silne. Kobiety są wolne. I przede wszystkim odważne. Czy taka Sara może istnieć? Mam nadzieję, że nie, ale jeśli gdzieś taka jest to mam nadzieję, że będzie mądrzejsza. Tym bardziej, że ta z książki miała wybór.

Nie chciałem wegetować. Nie chciałem zamieniać się w zimny kamień. Bałem się, że umrę na pustyni obojętności i nigdy nie będę w stanie normalnie funkcjonować.

Na YouTubie jest bardzo fajny booktrailer. Zobaczcie sobie.
Jeśli lubicie takie książki na pewno spodoba Wam się “Falling fast”. Zapraszam do przeczytania recenzji.

3 komentarze

  1. A ja pozwolę sobie skomentować wstep do artykułu; co powoduje że książka nam się podoba? Mnie osobiście urzeka nie tylko język, styl, czy sama w sobie historia, ale fakt, że mogę się w tej historii odnaleźć, że może jest to historia, która uczy mnie czegoś. Lubię reportarze, prawdziwe relacje, fakty, które wzbogacą moją wiedzę, podzielą się doświadczeniami.

    Paulina

Możliwość komentowania została wyłączona.